Krótka historia

Relacja z Bogiem Ojcem

Biegam po domu, jak oszalała… Szukam torebki, która pasowałaby mi do sukienki i nawet jedną mam na myśli, ale zupełnie nie wiem, gdzie ją położyłam… Już prawie jestem gotowa do wyjścia, aż tu nagle… Okulary przeciwsłoneczne – bez nich ani rusz! 

Są! – krzyczę do siebie. 

To teraz… Buty… Jakie ja mam ubrać buty?!

Dobra, wybrałam. Niezbyt zadowolona, ale ponaglana czasem zbliżam się do wyjścia… Otwieram drzwi, aż tu nagle – aaaa!! Klucze!!! 

Wracam i rozpoczynam poszukiwania… Hmm, w której kurtce byłam ostatnio… Pewnie schowałam je w kieszeni… Szaleństwo. 

Myślę, że takie poranki są znane niejednej kobiecie, a przynajmniej taką mam nadzieję… W takich chwilach jestem zła na siebie oraz na cały świat! Jakby czas nie mógł się zatrzymać, albo chociaż spowolnić! Wsiadam do auta. Ruszam! Ups! Z piskiem opon… Co pomyślą sąsiedzi… A może są już przyzwyczajeni…? E tam… Lawiruję między myślami, aż tu nagle STOP! 

Serce zaczyna bić mi wolniej. Jedna myśl po drugiej, wędruje w stronę Boga… 

Ojcze, jak ja kocham ruszać w trasę, kiedy mgła osadza się na polach wczesnym rankiem, a na niebie pojawiają się pojedyncze chmury, które nie kradną nam promieni słońca. 

Przy Bogu myśli wyciszają się i dusza się uspokaja. Myśląc o Nim, rozpoczynam rozmowę, tak jakby siedział, tuż obok mnie. Żartując mówię, że może byłoby lepiej, gdyby to On poprowadził auto: Zamieńmy się miejscami – wypowiadam głośno. Po czym, uśmiecham się, myśląc przy tym: Czy parę minut wcześniej, gdy biegałam po domu – łapał się za głowę, albo śmiał się ze mnie?

Nie zawsze, tak było…

Muszę przyznać, że nie zawsze miałam tak bliską więź z Bogiem. Przez większość mojego życia wiedziałam, że On istnieje, ale niekoniecznie widziałam Go, tuż obok mnie. Wydawał mi się odległy, daleki, nieosiągalny…

Znałam historie biblijne, cytowałam wersety, byłam zaangażowana w służbę, doskonale wiedziałam dlaczego Jezus umarł i zmartwychwstał, ale czułam… Pustkę. 

Zamiast modlitwą, żyłam myślami, które oddalały mnie od poznania prawdy. Przez źle podjęte decyzje w życiu, często kłóciłam się z Bogiem, zupełnie nie rozumiejąc Jego Wielkości. Mówiłam pod nosem: Wielki Bóg, w którego wierzę od dzieciaka serwuje mi życie pełne bólu i niezrozumienia. Tak właśnie myślałam. Jednak ciągnęło mnie do Niego, bo pragnęłam Miłości.

Pewnego jesiennego wieczoru jechałam autobusem z Katowic… Wracałam pokonana przez życie. Za oknem była ciemność, a ja nie potrafiłam powstrzymać łez. Jedna po drugiej spływały po moich policzkach. Zupełnie, jakbym była sama w tym wielkim autobusie. Ból duszy był tak wielki, jakbym dźwigała na sobie cały świat. Byłam przegrana, a w mojej głowie huczały słowa: Zmarnowałaś sobie życie! 

To była jedna z większych duchowych walk, jakie stoczyłam w życiu. Zobrazowałabym ją słowami: najdotkliwiej bolesna i najobficiej błogosławiona. Po ludzku jedno wyklucza drugie, ale w świecie duchowym kryje się w tym głębia Bożej Miłości.

Moją pustkę wypełnił ból, który rozlał się po całej duszy… I choć znane nam jest przysłowie: Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, to właśnie w tym bólu czułam, jak Jezus płacze RAZEM ze mną. Trzymał mnie za rękę i prowadził przez ciemności mojej duszy, jakim nigdy nie chciałam spojrzeć w oczy. Czułam bezsilność i bez Jego ręki nie potrafiłam postawić żadnego kroku… Jeszcze tego nie wiedząc, wówczas budowałam z Nim więź, o jakiej nawet nie marzyłam… 

Zasłona rozdarta

Na chwile przed śmiercią, Jezus zawołał do Boga Ojca: Eloi, Eloi, lama sabachtani? Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?(Mr 15:34). Właśnie w tym momencie odległy, niedostępny, nieosiągalny Bóg przezwyciężał na krzyżu WSZYSTKO, co nas z Nim dzieliło. Zasłona w świątyni rozdarła się i od tego momentu już nie tylko wybrani (arcykapłani) mogą mieć z Nim społeczność, ale każdy kto uwierzy w to, co Chrystus zrobił dla niego na krzyżu.

Często słyszałam, że nic nie wypełni mojej pustki, poza Bożą Miłością. Próbowałam się do Boga zbliżyć, ale czułam, że On nie zbliża się do mnie, co zupełnie przeczyło Słowu, które czytałam. Ratował mnie, chronił, ale pustki nie wypełniał…

Jeśli zastanawiasz się, dlaczego ma to miejsce w życiu człowieka, to pora wejrzeć w głąb siebie. W moim życiu upór, bunt, zgorzknienie, nieprzebaczenie oraz zakłamany obraz Boga stały na straży bliskiej więzi z Bogiem Ojcem. To tylko kilka z wielu…

W tym krótko wspomnianym wcześniej – trudnym okresie, najczęściej padłam na kolana i pokutowałam. Właśnie za to, co kształtowało się we mnie latami. Przeważnie robiłam to wbrew temu, co czułam. Zrozumiałam przez to słowa Jezusa: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! (Mr 8:34). 

W ten oto sposób, doskonale znana wieść o tym, co Jezus zrobił na krzyżu, przestała być historią o Bożej Miłości. Ta Miłość zmieniała moje życie.

Autor: Karina Rosada

<<

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij