Na zdrowie!

Na zdrowie!

Przychodzi baba do lekarza. I facet też przychodzi. Nawet dzieci przychodzą, ale ja nie. Nie chodzę do lekarza, bo i po co? Na moje zdrowie właściwie nie mogłem narzekać. W porównaniu z moimi znajomymi miałem wrażenie, że zaskakująco mało choruję.

Kiedy już się trafiło, to najczęściej wystarczyło, żebym wziął Gripex, dwa dni poleżał w łóżku i znów byłem zdrów, jak ryba. Stąd zaczęły mnie trapić wątpliwości, jaki jest sens chodzić do lekarza? Po co marnować czas na pójście do człowieka, który i tak zawsze przepisuje te same leki na kaszel i gorączkę… Skoro mogę zaoszczędzić czas i pójść bezpośrednio do apteki, po te same specyfiki, co zawsze. Muszę przyznać, że ta taktyka się sprawdzała. Do czasu…

Któregoś razu przeziębienie i ból gardła wcale nie zniknęły po dwóch dniach, a wręcz objawy zaczęły się nasilać. Kiedy wreszcie po tygodniu stwierdziłem, że to chyba wyjątkowo wredne przeziębienie – udałem się do lekarza. Moje przeziębienie okazało się być anginą, która wcale nie zamierzała odpuścić bez walki. Można by pomyśleć że to mnie czegoś nauczyło, ale… Nie do końca. Sytuacja powtarzała się później wielokrotnie, a ja za każdym razem miałem nadzieję, że za dwa dni – przejdzie.

To przecież oczywiste, że do lekarza chodzi się właśnie wtedy, gdy się źle czujemy. Z założenia lekarze nie są dla ludzi zdrowych, ale właśnie dla chorych. Podobne wnioski Jezus przedstawił kiedyś faryzeuszom, których podobnie, jak i mnie zaczęły trapić wątpliwości…

„(13) I wyszedł znów nad morze, i wszystek lud przychodził do niego, a On ich nauczał. (14) A gdy przechodził, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego przy cle, i rzekł mu: Pójdź za mną. I wstał, i poszedł za nim. (15) A kiedy potem siedział przy stole w domu jego, siedziało z Jezusem i jego uczniami wielu celników i grzeszników, bo wielu ich było, którzy chodzili za nim. (16) A gdy uczeni w Piśmie spośród faryzeuszów widzieli, że je z grzesznikami i celnikami, rzekli do uczniów jego: Czemu je z celnikami i grzesznikami? (17) A Jezus, usłyszawszy to, rzekł im: Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, co się źle mają; nie przyszedłem wzywać do upamiętania sprawiedliwych, lecz grzeszników”.

Mr 2

Chyba nikt z nas nie przepada za urzędem skarbowym, a ludzie tam pracujący bywają często dla nas ucieleśnieniem zła. W czasach Jezusa, celnicy byli jeszcze bardziej znienawidzoną i pogardzaną przez innych Żydów grupą społeczną, niż ma to miejsce z dzisiejszą skarbówką. Wszystko dlatego, że podatki płacone przez obywateli w pierwszym rzucie szły do skarbca Rzymu, który w tym czasie okupował Izrael. Taki celnik musiał regularnie wpłacać konkretną sumę, a wszystko co było ponad to, mógł zachować dla siebie.

Ten system ułatwiał dokonywanie różnego rodzaju oszustw. Celnicy, aby zarobić większe pieniądze, pobierali dużo więcej niż było to konieczne, w ten sposób wzbogacając się kosztem innych osób. Oczywiście zwykły szary Kowalski nie był świadomy wysokości podatków, co zdecydowanie ułatwiało sprawę. W ten sposób wielu celników wzbogacało się nieuczciwie. Co więcej, ponieważ podatki szły głównie do skarbca Imperium Rzymskiego, celnicy byli traktowani, jako zdrajcy i kolaboranci.

Takiego właśnie człowieka na swojej drodze spotyka Jezus… Siedzi przy stole celnym i wykonuje swoja pracę. Kiedy jednak słyszy słowa skierowane do niego „Chodź za mną!”, bez namysłu wstaje, porzuca swoje zajęcie i idzie. Niedługo później Lewi wydaje wielką ucztę, na której głównym zaproszonym jest Jezus, a także wielu spośród znajomych z branży… Często ludzie o nieciekawej reputacji, grzesznicy, celnicy, oszuści: jednym słowem ludzie publicznie pogardzani w Izraelu. Taki widok, nauczyciela, który dokonuje rzeczy niesamowitych, na dodatek twierdzi, że przychodzi od samego Boga, a zasiada w tak bardzo nieciekawym towarzystwie… Nic dziwnego, że między ludźmi zaczęto plotkować.

Mam wrażenie, że coraz częściej zapominamy dla kogo powstał Kościół… Często powtarzamy kłamliwe wyobrażenie, jakoby był on dla tych, którzy nie kłamią, nie kradną, nie upijają się, są mili, pomocni i prowadzą całkiem dobre życie…

Teoria ta panuje zarówno nie tylko poza Kościołem, ale także wewnątrz wspólnot. Jednak historia Lewiego pokazuje nam coś zupełnie odwrotnego: chrześcijaństwo jest dla grzeszników! Jezus nie przyszedł do elity społecznej, nie przyszedł do dobrych i nie wybrał tych, którzy uważali się za najbardziej Bogu wiernych, ale przyszedł powołać morderców, oszustów, kłamców, prostytutki, pijaków, bałwochwalców i tym podobnych.

Widząc grupę tego typu ludzi, nie trudno wrzucić ich wszystkich do jednego worka. Niezależnie od tego kim są… Nie lada zaskoczeniem musiał być Jezus, który uparcie twierdził, że przychodzi od Boga! Przecież gdyby był od Boga, to od takich ludzi trzymałby się z daleka?

Na zarzut znawców Prawa odpowiada krótko, ale trafnie: To chorzy, a nie zdrowi potrzebują lekarza. Nie przyszedłem wzywać sprawiedliwych, lecz grzeszników (…).

Lewi miał świadomość swojego grzesznego życia. Na pewno miał w swojej pamięci niejedną sytuację, kiedy kogoś oszukał, wykorzystał, zmusił do zapłacenia nienależnego podatku. Wiedział, że jest zły i nie zasługuje od Boga na nic dobrego… To właśnie dlatego Jezus go powołał. Może się to wydawać dziwne, ale przecież Ewangelia nie jest dla dobrych…

Powiem więcej: jeśli czujesz się dobrym człowiekiem, to Ewangelia, którą przynosi Jezus nie jest wcale dla Ciebie. Jeśli uważasz się za dobrego człowieka, to Bóg nie ma Ci nic do zaoferowania, ponieważ ty niczego od Boga nie potrzebujesz.

Podobnie do znawców Prawa, również i my mamy ten problem. Czujemy się sprawiedliwi, a nawet czujemy, że zasługujemy na coś od Boga za nasze – wcale – nie najgorsze życie. Lewi wiedział, że nie zasługuje na nic, a jedyne na co liczył, to Boża łaska i Boże przebaczenie.

Cytując mojego znajomego: kiedy trafimy do nieba – na pewno bardzo się zdziwimy, bo nie zobaczymy wielu z tych sprawiedliwych, a zamiast nich spotkamy wielu grzeszników, usprawiedliwionych Bożą łaską, których nigdy nie spodziewalibyśmy się tam zobaczyć.

Coraz częściej mamy nadzieję na to, że nasza religijność jest w stanie załatwić sprawę. Obecność na nabożeństwie, czytanie Pisma Świętego, śpiewanie pieśni, jałmużna, post i dbanie o nasze religijne życie i to wszystko sprawia, że jesteśmy w porządku. A przecież to tylko puste czynności, jeśli nie wynikają one z wiary…

Im jesteśmy bliżej Boga, tym większą mamy świadomość własnych grzechów, a im bardziej święci jesteśmy, tym bardziej dostrzegamy naszą duchową nieczystość. Nie możemy dopuścić do sytuacji w której zapomnimy o tym, że jesteśmy grzeszni, bo jeśli do tego doprowadzimy, to ofiara Jezusa straci dla nas znaczenie.

A czy Ty o tym wiesz?

Kogo widzisz w lustrze? Czy widzisz tam grzech i upadek, czy widzisz, że potrzebujesz Zbawiciela, lekarza, który może uzdrowić twoją duszę? A może widzisz dobrze ubraną osobę, która jest dumna z tego, że nie chodzi na Pasaż Niepolda, a w tym roku nie opuściła żadnego nabożeństwa? Zachowujesz się i mówisz lepiej niż inni, może nawet powtarzasz w swoim sercu słowa: „Dobrze, że nie jestem jak ten tam z tyłu celnik… Jak mu było? Kowalski? Nowak?” Jeśli tak, to Jezus nie ma ci nic do zaoferowania…

Dopóki nie potraktujmy naszej anginy bardziej poważnie, niż zwykłe przeziębienie, dopóty będziemy zagrożeni. Najgorsze choroby to te, które nie mają widocznych objawów lub ich objawy pokrywają się z dużo łagodniejszymi przypadłościami. Jeśli nie uświadomimy sobie, że cierpimy na śmiertelną chorobę duchową, jaką jest grzech, to możemy nigdy nie zostać z niej uzdrowieni.

Czy wyobrażasz sobie gabinet lekarski, na którym wisi kartka: „chorych nie przyjmujemy”? A czy wyobrażasz sobie Kościół, w którym jest jedno zastrzeżenie: „tylko dla ludzi dobrych, grzeszników nie obsługujemy”?

Duszę każdego z nas toczy nieuleczalny rak. Nasza przyszłość będzie zależeć od tego, czy będziemy tego świadomi, i udamy się do Jezusa. Jedynego lekarza, który może wyleczyć nawet najtrudniejsze przypadki śmiertelnie chorych dusz.

Autor: Mariusz Chabasiński

<<

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij