Strach ma wielkie oczy, tylko wtedy, gdy w nie spoglądasz…

Boję się!  

Strach ma wielkie oczy, tylko wtedy, gdy w nie spoglądasz…

Było lato, a wraz z nim sporo wolnych dni, by poświęcić swój czas innym… 

Byłam młodą dziewczyną z głową w chmurach, która potrafiła marzyć o życiu, jakie byłoby interesujące dla reżysera tworzącego ekranizację filmową. Z prawdziwym obliczem życia — nie miały one nic wspólnego. Wierzyłam w miłość bez ran, w przyjaźń do końca dni i tworzyłam w głowie ideały, którym niepozornie byłam całkowicie oddana.

Postanowiłam, że w tamte wakacje pojadę na misje, po polskich wioskach! Będę mówiła ludziom o Bogu i z dumą podzielę się, tym, czego dokonał w moim życiu! Tworzyliśmy grupę osób w różnym wieku, a każdy z nas pochodził z innych zakątków Polski.

Poranna społeczność, tworzenie harmonogramu dnia, a później jego przygotowanie. Cały stos przygotowań… Na koniec, szliśmy w teren. Do ludzi. Tak wyglądał nasz dzień. Byłam naprawdę podekscytowana. Myślałam: W końcu ludzie usłyszą o Bogu! W końcu będą mieli okazje Go poznać!

Mój zapał nie trwał długo, ponieważ zderzyłam się ze światem, jakiego nigdy wcześniej nie znałam..

Samotna staruszka czekała na naszą pomoc, by wykopać jej ziemniaki z ogródka. Niegdyś mogłaby nimi wyposażyć cały warzywniak. Dzisiaj widać było w jej oczach tęsknotę za chwilami, gdy sama zbierała żniwo, ciężkiej pracy swoich rąk. Bezsilność…

Zderzyłam się z biedą, samotnością, nałogami i historiami ludzi, o jakich nie miałam pojęcia, że dzieją się naprawdę… Pewna historia szczególnie mną wstrząsnęła… 

Podeszła do mnie mała dziewczynka. Nie miałam pojęcia, ile miała lat… W końcu sama byłam dzieckiem! Usiadłyśmy na uboczu, z dala od wszystkich. Po czym skierowała do mnie dwa słowa, których odrobinę się przestraszyłam: Mam problem. Po dłuższej chwili zapytałam: chcesz mi o nim powiedzieć?

Tę małą, niewinną dziewczynkę — jej starsze rodzeństwo oraz koledzy z podwórka wciągnęli w palenie papierosów. Zbierała niedopałki. Zresztą, jak cała reszta towarzystwa, w którym się obracała… Wszyscy byli dziećmi. Zabolało mnie to, a nawet zraniło… Pomyślałam: Boże, przecież ona dopiero zaczęła swoje życie… Jest dzieckiem, małą dziewczynką…  Zniszczona niewinność.

Na innej misji, tym razem w niewielkim miasteczku naszego kraju, poznałam dwóch bezdomnych. Podczas porannej społeczności poszłam nad rzekę, by pospacerować z Bogiem. Na jednej z ławek siedziało dwóch niedzisiejszych panów. Walczyłam ze sobą, czy aby na pewno powinnam do nich podejść… Szłam w ich kierunku i sama nie wierzyłam w to, co robię…

Jak można było się spodziewać, opowiedzieli mi całą historię swojego życia, ale gdy skończyli, spytali: czemu do nas podeszłaś? Ludzie nas mijają, wytykają, biją… Pokazali mi siniaki na ciele. Odpowiedziałam: Chciałabym Wam Kogoś przedstawić… 

Mówiłam im o Chrystusie, a oni płakali, jak małe dzieci… Ludzie z pobliskiego Kościoła zaopiekowali się nimi. Pomogli wyrobić dokumenty, aby podjęli się terapii i dali im dach nad głową. W dzień wyjazdu na odwyk niestety — nie udało się… Wybrali życie, jakie wiedli wcześniej. Zniewolenie.

Po każdej z misji wracałam do domu ze skruszonym sercem.

Pytań, zamiast ubywać —  przybywało… Bóg Wszechmocny i Potężny ukrywał się w cieniu myśli o historiach, z jakimi spotkało się moje serce… 

Ku własnemu zaskoczeniu przez wiele lat, ja wcale nie chciałam rezygnować z projekcji życia, jakie  myślałam, że można by wieść przy Bogu… Bałam się, że nie ma Boga, o jakim słyszałam i czytałam w Biblii, bo przecież prawdziwe oblicze życia odsłaniało scenę, jakiej nie chciałam oglądać…  Bezsilność, zniszczona niewinność, zniewolenie…

Czułam się, niczym ukryty widz w zaciemnionej widowni, który w dłoniach gniecie kartki swojego scenariusza, którego nie wybrano… Bałam się, że już zawsze będę spoglądać na życie, jakiego nie chciałam…

To ciekawe, że Jezus idąc na krzyż, słyszał właśnie te słowa od ludzi, którzy Go krzywdzili: Mówisz, że świątynię zburzysz i odbudujesz w trzy dni, a siebie nie potrafisz uratować?! Czyżby właśnie wtedy niósł na krzyż jedno z tych oskarżeń, które zrodziło się w moim sercu?

Przeszłość niesie ze sobą bagaż niepowodzeń. Teraźniejszość stała się lękiem. Przyszłość niepewnością, tego, co ma nadejść… Dziś nadszedł czas, w którym świat się zatrzymał. Pędziliśmy… Goniliśmy… I nagle wszystko stanęło w miejscu. Nawet tęsknota ma inny wymiar. A miłość? Jak kochać w zamknięciu tych, których nazywamy bliskimi? 

Jechałam na misje, by mówić ludziom o Bogu, ale zderzałam się z prawdą o życiu. Jechałam na misje, by nieść ludziom Chrystusa, ale to Chrystus mi wychodził na spotkanie.

Teraz nadszedł czas, kiedy przestaje mieć znaczenie przeszłość, ponieważ boimy się o przyszłość, a teraźniejszość przysłania nam szalejący wir myśli… Kiedy to Chrystus pośród wzburzonych fal, zmierza w naszą stronę na spotkanie. Jesteśmy gotowi, by to Jemu spojrzeć w oczy?

Nadszedł czas, w którym przestaje mieć znaczenie, to, co nas otaczało, ponieważ w bezsilności poszukujemy Silnego. W lęku — Tego, który swoich uczniów zostawiał ze słowami: Pokój Wam! W obawach i troskach obiecał Pocieszyciela… 

Kiedy ostatni raz doświadczyłeś płonącego ognia Miłości? Nadszedł czas nawoływania! Niech nasz duch nawołuje Ducha Bożego, aby wzniecił w nas, to czego nam dziś brakuje… 

Pokoju? Wiary? Miłości? Zdrowia…? 

Jak widzisz, to wszystko nie jest cielesne, ponieważ to, co może nas teraz wzmocnić — pochodzi z Ducha! 

Chrystus się nie zmienił, ale my potrzebujemy przemiany w Nim.
I żadna troska, niech nie przysłania nam, Tego, co Święte, a wciąż przed nami zakryte… Przygotujmy serca na spotkanie z Najwyższym.

Zamknięci w domach, ale wolni w Duchu.
Stęsknieni, ale wciąż mający dostęp do Miłości.
Zakłopotani zmianami, jakie na nas czekają, ale znający Niezmiennego.

Gdzie wędruje Twój wzrok podczas silnego wiatru i wzburzonego morza? Spójrz na Tego, który idzie w Twoją stronę po wodzie i mówi: Pokój Ci!

Autor: Karina Rosada

<<

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij